1788Ta pierwsza morska podróż do Australii
Łotry przy burtach prostytutki w kojach
Wszyscy się bali łkali i rzygali
W drodze do raju Przewrotności Twoja
Panie coś w jeszcze nam nieznanych planach
Miał czarne diabły strzegące wybrzeży
Edenu który przeznaczyłeś dla nas
A w który nikt prawdę mówiąc nie wierzył
Ballada feudalnaDawni fornale majątku przywiązani do niego
Bardziej niż każe rozsadek głód miejscowe prawo
Raby tej ziemi wygnani z niej właśnie dlatego
Zwracam się do was dworski pisarczyk i pachoł
Na tyle tu nieważny by grac odważnego
Do czworaków przywykli jak do pięknych domów
Ci co przyszli na wasze jeszcze ciepłe miejsca
Ballada wrzesniowaDługośmy na ten dzień czekali
Z nadzieją niecierpliwą w duszy
Kiedy bez słów Towarzysz Stalin
Na mapie fajką strzałki ruszy.
Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy
I zanim zmilkł zagrzmiały działa
To w bój z szybkością nawałnicy
Blues OdyssaJestem lump zgaś to światło
Jaki diabeł cię przysłał
Muszę oczy otworzyć, a już spałem
Jak dziecko dokąd jadę - przed siebie
Nie widziałeś Odyssa? Jeśli chcesz
To powtórzę ci to samo po grecku
Pu pao brosta mu den ton ides ton Odyssea
Epitafium dla W. WysockiegoTo moja droga z piekła do piekła
W dół na złamanie karku gnam!
Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla
Nie zrywa mostów, nie stawia bram!
Po grani! Po grani!
Nad przepaścią bez łańcuchów, bez wahania!
Tu na trzeźwo diabli wezmą
JaltaJak nowa - rezydencja carów
Służba swe obowiązki zna
Precz wysiedlono stąd Tatarów
Gdzie na świat wyrok zapaść ma
Okna już widzą, słyszą ściany
Jak kaszle nad cygarem Lew
Jak skrzypi wózek popychany
Kara BarabaszaW karczmie z widokiem na Golgotę
Możesz się dzisiaj napić z łotrem
Leje się wino krwawe, złote,
Stoły i pyski świecą mokre.
Ten ścisk to zysk dla gospodarza,
Wieść się po mieście szerzy chyża,
Że można ujrzeć tu zbrodniarza,
KrowaGdzieś na wiosnę front już przeszedł,
Chłopcy poszli w trop - mnie w lesie
Chłop rannego znalazł i się ulitował.
Młody był i niebogaty,
Trochę traw, coś na kształt chaty,
A w oborze jedna zabiedzona krowa.
Leżę w słomie, liżę rany,
Lalka, czyli polski pozytywizmNad Wisłą gnieżdżą się nędzarze,
W kościołach dobroczynne tłumy.
Arystokraci i bogacze
Topią w wyścigach ciężkie sumy.
Nikt nie wie co naprawdę warte,
Poświęceń po powstańczym dziele.
Rzeckiemu śni się Bonaparte,
Wokulski kocha Izabelę.
Lekcja Historii Klasycznej "Galia est omnis divisa in partes tres
Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Gali apelantur
Ave Caesar morituri te salutant!"
Nad Europą twardy krok legionów grzmi
Nieunikniony wróży koniec republiki
Gniją wzgórza galijskie w pomieszanej krwi
List z MoskwyJacek! Ty k' nam siejczas nieprijezżaj!
To już nie to samo, co dziesięć lat temu:
Tu już inni ludzie i inny tu kraj
W dodatku w ramach tego samego systemu!
Jak już pewnie wiesz - nie ma tu co pić.
Wyobrażasz sobie, jak nas wszystkich trzęsie -
Bez znieczulenia - jak tu można żyć?
ManewryBez ruchu każą tkwić nam tu
Jak długo - nie pamiętam już
Brak nam powietrza słów i snu
W gardłach - zaschniętej śliny kurz
Jak okiem sięgnąć w strony dwie
Okopów linie ciągną się
A my czekamy - mija czas
I do ataków wciąż nie posyłają nas!
Marcin LuterW zamku Wartburg, na stromym urwisku
(Te niemieckie przepaście i szczyty)
Wbrew mej woli, a gwoli ucisku
Wyniesiony pod boskie błękity
Pismo święte z wszechwładnej łaciny
Na swój własny język przekładam:
Ożywają po wiekach
Dawne cuda i czyny,
ModlitwaJeśli nas Matka Boska nie obroni
To co się stanie z tym narodem
Codziennie modły więc zanoszę do Niej
By ocaliła nas przed głodem
Przed głodem ust którym zabrakło chleba
Przed głodem serc w których nie mieszka miłość
Przed głodem zemsty której nam nie trzeba
MuryOn natchniony i młody był ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sil śpiewał że blisko już świt
Świec tysiące palili mu znad głów unosił się dym
Śpiewał że czas by runął mur oni śpiewali wraz z nim
Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany połam bat
A mury runą runą runą
Nasza KlasaCo się stało z naszą klasą
Pyta Adam w Tel-Avivie,
Ciężko sprostać takim czasom,
Ciężko w ogóle żyć uczciwie -
Co się stało z naszą klasą?
Wojtek w Szwecji, w porno klubie
Pisze - dobrze mi tu płacą
Za to, co i tak wszak lubię.
Nasza Klasa 92Osiągnęliśmy dojrzałość,
Zajmujemy stanowiska,
Co się zżarło i wychlało
-Na zmęczonych puchnie pyskach.
- Cośmy pozapominali
-Zostawiło w oczach pustkę;
Żar zwycięstwa nas wypalił
Jak karabinową łuskę, x2
NiechKrwią niech szafuje - kto krew ma na zbyciu,
Krzyk niech podnosi - kto zapomniał mowy.
Zniszczeń niech żąda - kto w sobie ma nicość,
Niech głową w mur bije - komu nie żal głowy.
Forsą niech szasta - kto się w forsie tarza,
Obietnicami - kto słowo ma za nic.
Klątwy niech ciska - kto nie czci ołtarza,
Niech bluźni, kto żadnych nie uznaje granic.
O krokO krok od zrodla konaja z pragnienia.
O krok od piekla szaleja z rozkoszy.
Trzezwieja z marzen o krok od spelnienia.
O krok od celu wlasny cien ich ploszy.
O krok od tryumfu opuszczaja glowy.
Podnosza glowy o krok od wyroku.
O krok od laski traca dar wymowy.
Ostatnia mapa PolskiZbłąkany pocisk w namiot sztabu trafił rano
I spadł na stół zasłany obrusami map.
Pergaminowy obrus czyjąś krwią schlapany
Zamiast jedynej mapy Polski ujrzał sztab.
Pędzi Naczelnik wśród wiwatujących czapek,
Stolica dobrych parę staj, a wróg - tuż, tuż;
Kraj zalał Moskal, teraz diabli wzięli mapę!
Pan KmicicWilcze zęby, oczy siwe,
Groźnie garść obuszkiem furczy,
Gniew w zawody z wichru zrywem,
Dzika radość – lot jaskółczy,
Czyn – to czyn: zapadła klamka
Puścić kura po zaściankach:
Hej, kto szlachta – za Kmicicem!
Hajda na Wołmontowicze
Pan WoodyjowskiDo nieba leci Mały Rycerz
Wybuchem rozerwany w strzępy,
W Rzeczypospolitej granice
Tureckie kładą się zastępy.
Pęka imperium pełne swobód,
Rozerwą je sąsiedzi rychło -
Jak Basi rzekł, tak powie Bogu,
Pierestrojka w KGBW bezokiennych korytarzach
Śniedź na nieruchomych klamkach;
W ciszy, co jak krzyk przeraża
Śpi Matka-Łubianka.
Utraciła wszystkie dzieci -
Więźniów, katów, dygnitarzy,
Tylko gdzieś w kotłowni świeci
PostmodernizmWszystko wolno! Hulaj dusza!
Do niczego się nie zmuszaj!
Niczym się nie przejmuj za nic!
Nie wyznaczaj sobie granic!
I nie próbuj nic zrozumieć,
Nie pochodzi - mieć - od - umieć.
Możesz wierzyć, lub nie wierzyć,
Nic od tego nie zależy.
Przechadzka z OrfeuszemPrzechadzka z Orfeuszem
Ostrożnie stawiaj kroki
Na ścieżce do Hadesu
Nie ścigaj się z obłokiem
Umarli się nie spieszą
A ty masz złożyć jeszcze
Ofiarę swą muzyką
Rehabilitacja komunistowNiepotrzebna jest do tego żadna filozofia,
Żeby wiedzieć, że stworzenia akt - wymaga ofiar.
Cóż dopiero, gdy się tworzy nowe świata zręby,
Kiedy składa się ofiary i popełnia błędy.
By się jednak sprawiedliwość spełniła dziejowa,
Czas ofiary błędów - z czasem - zrehabilitować.
Tym co wieku pół już w grobach - odpoczynek wieczny;
Długa lista ofiar czeka na Sąd Ostateczny.
Rejtan, czyli raport ambasadora"Wasze wieliczestwo", na wstępie śpieszę donieść:
Akt podpisany i po naszej myśli brzmi.
Zgodnie z układem wyłom w Litwie i Koronie
Stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt.
Muszę tu wspomnieć jednak o gorszącej scenie,
Której wspomnienie budzi we mnie żal i wstręt,
Zwłaszcza że miała ona miejsce w polskim sejmie,
SaraCzy jestem Sarą czy gram Sarę
Odpowiedź znaleźć muszę sama
Nim wejdę w Faraona harem
By lud ocalić Abrahama
Nim władcę uwieść się postaram
Tak by nie wiedział mnożąc dary
Że żoną Abrahama Sara
Sen Katarzyny IINa smyczy trzymam filozofów Europy
Podparłam armią marmurowe Piotra stropy
Mam psy, sokoły, konie - kocham łów szalenie
A wokół same zające i jelenie
Pałace stawiam, głowy ścinam
Kiedy mi przyjdzie na to chęć
Mam biografów, portrecistów
I jeszcze jedno pragnę mieć
StalkerKogóż to z nas tonący nie wiózł wrak,
Któż z nas zaprzeczyć może - że ułomny?
Kogóż nie łudził oślepiony ptak?
Kogóż w bezludzie nie wiódł pies bezdomny?
A przecież wciąż przyciąga strefa ogrodzona
I ogrodzona - nie bez celu - chcemy wierzyć;
To nie my w Zonie - to nam odebrana Zona
ZegarKrzyczący "Wolność!" - kręcą pęta
Krzyczący "Męstwo!" - drżą ze strachu
Kto woła "Pamięć!" - nie pamięta
Krzyczącym "Łaska!" - śni się szafot.
"Mądrość" - odmienia język durnia
"Uczciwość" sławi przeniewierca
O spokój apeluje furiat
O dietę z warzyw - ludożerca.
Zmartwychwstanie MandelsztamaPo Archipelagu krąży dziwna fama,
Że mają wydawać Ośkę Mandelsztama.
Dziwi się bezmiernie urzędnik nalany:
Jakże go wydawać? On dawno wydany!
Tłumaczy sekretarz nowy ciężar słowa:
Dziś "wydawać" znaczy tyle, co "drukować". /*2